Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Herbaciarka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Herbaciarka. Pokaż wszystkie posty

piątek, 30 września 2016

kotek na życzenie ;)

Nie było mnie tu dawno. Wstyd. Na szczęście dostałam zlecenie specjalne od cioci oraz zajrzałam po zachęceniu koleżanki do pewnego sklepu deco i znów się wciągnęłam. Znaczy się, nigdy się nie wyrzekłam decoupage-owych rękoczynów ale niekończący się remont poważnie wyssał ze mnie ochotę do tego, aby usiąść i ze spokojną głową porobić to i owo.

Ciocia poprosiła o pudełko na... papierochy, eh. Okazało się, że jedna z herbaciarek jaką miałam na stanie ma odpowiednie wymiary. Było tylko jedno życzenie - że ma być z kotkiem. Przejrzałam serwetki i papiery, pomysły na rozwiązania ekscentryczne oraz umiarkowanie klasyczne i stanęło na kocie z plakatu paryskiego kabaretu, autorstwa T. A. Steinlena.

Po przerwie postawiłam na klasyczne rozwiązania: serwetka klejona na żelazko, cieniowanie akrylami. Zamiast spękań - użyłam nabytku będącego efektem zajrzenia do sklepiku inspirello.pl - stempla Stamperii. Kolorystycznie będzie pasowało do wnętrza pokoju zleceniodawcy ;) mam tylko nadzieję, że przypadnie do gustu.


A tak oto wyszło:



Środka nie pokazuję - poza krawędziami pozostawiłam surowe drewno - z uwagi na to, do czego ma służyć ;)

wtorek, 14 października 2014

Wyzwanie!

Do posta z tym oto pudełeczkiem zabieram się już wieki całe... Nawet sobie roboczo zapisałam jego tytuł: "Wszystko jest kwestią przypadku" (czemu? o tym nieco później...). Czasem, jak widać, co się odwlecze, to kurzem porośnie i nada się do wyzwania, jakie na DECU Style zaproponowała nam Zuza.



Miejsce bieli - tak kojarzonej z pracami w stylu Vintage - zajęły tu zieleń ultramaryna i cyjan. Przecierek zaś - postarzanie brązem oraz złotem. Wnętrze przyzdobione jest typowym decoupagem serwetkowym. I to jedno było zamierzone, ze spodziewanym skutkiem. Reszta bowiem... Zacznijmy od początku.


Miałam raz sobie herbaciarkę "na trzy", którą zabejcowałam z zamiarem powtórzenia już wcześniej wykonanej pracy. Ale coś tam nie wyszło, coś nie leżało. Skrzyneczka poszła w odstawkę na długie miesiące. Któregoś dnia, chcąc przełamać tendencję "na brąz" wymyśliłam sobie błękit, brąz oraz złoto... Wyszło fajnie, tylko co dalej? Znów w odstawkę...
Potem był plan na odlewy z użyciem soli, ale wyszły zbyt topornie... Na szczęście w ręce wpadł mi stempel...

... oraz myśl, aby wypróbować relatywnie nowo zakupiony szablon. Miałam już wcześniej zdobytą w markecie budowlanym pastę strukturalną, z którą pierwszy raz mnie baaardzo rozczarował. Niemniej postanowiłam zaryzykować...
Efekt z lekka odbiegał od mojego o nim wyobrażenia. Uciapane, nierówne, podcieknięte. Próba wyczyszczenia przestrzeni pomiędzy wzorkiem - niekończąca się opowieść. 

Poddałam się i chwyciłam za papier ścierny, by to cholerstwo usunąć (a że ostatnim razem prawie się nie trzymało powierzchni...). Oczywiście, tym razem nie chciało puścić (!) Chaotyczna ścieranie przerwałam w chwili, gdy moim oczom ukazał się całkiem fajny efekt :] Taki nadgryziony zębem czasu relief. Zapaciałam go akrylami i licząc na cud (iż uda mi się zmyć wyłażący wciąż kurz z masy) pokryłam wszystko bursztynowym Werniksem 740 Maimeri (który dawno temu sprzedano mi jako step2 do zupełnie nie pasującego stepu1 spękań dwuskładnikowych). Wyschło, a ja byłam naprawdę zadowolona z tego, co widzę!

I tak niemal dobiegła historia pudełeczka po przejściach. Otrzymało ono jeszcze dwie dziurki, w których zamocowałam stare guziki oraz wstążkę do ich motania. Nie montowałam przekładem wewnątrz, gdyż w końcowej fazie znęcania się nad tą herbaciarką, postanowiłam, że będzie ona służyć do przechowywania soli i farb do patyn. 
I już. Trochę się rozpisałam, ale w końcu to nie fotoblog :] Pozdrawiam i życzę równie zaskakujących eksperymentów!

niedziela, 1 września 2013

Tea time!

Z okazji lekko leniwej niedzieli, więcej obrazu niż słów... Tym razem będzie o herbaciarkach. O takiej jednej słodziutkiej i drugiej - nieco bardziej stonowanej. 
Vintage tea. Muszę przyznać, że bardzo mi przypadła ona do gustu i biję się sama ze sobą, bo z chęcią powrzucałabym do jej wnętrza herbatki, ale chciałabym też aby znalazła nowego właściciela. Jest to herbaciarka "z podziałką na trzy". Z zewnątrz - a jakże! - bejca dąb :) Wieczko zaś przyozdobione serwetką przylepioną na żelazko oraz metalową gałeczką. Miało nie być treści, ale muszę tu dodać, że z tymi gałeczkami jest nieco problemu... Są one bowiem z założenia tworzone z myślą, że człowiek weźmie je i przykręci do mebla (skandal!). Mają więc długie trzpienie i jeszcze dłuższe wkręty... Trzeba zatem nakombinować, poprzecinać śrubki albo poszukać części zamiennych, aby taka gałeczka nie wystawała w przód tak dalece, coby aż skrzynkę przeważała :D




A w środku? Duuuużo bieli oraz kilka akcentów z wieczka. Serwetką ozdobiłam przegródki. Wycięłam też jeden z napisów. 




Drugie pudełko to herbaciarka " z podziałką na cztery". Jest słodka niczym lukier pokrywający babeczkę z wieczka - zresztą pewnie wielu dobrze znaną. To taki eksperyment, mający na celu sprawdzenie czy poradzę sobie w starciu z krwiożerczym różem :O Chyba się udało, ale to w dużej mierze zasługa mojej siostry Beaty, która dzielnie pomagała mi w tym rękoczynie :)


Z wierzchu sporo białego akrylu oraz decoupage'u serwetkowego "na żelazko". 



Wnętrze zaś różowiutkie niczym nosek malutkiego bialutkiego kociaka... a dokładniej to jak zawartość tubki z farbą Marthy Stewart (nagrody z wyzwania wielkanocnego). Jeszcze tylko babeczka na środek i gotowe.


W tle rozbrzmiewa mi trójkowa audycja pana M. Kydryńskiego, zatem i Wam życzę udanej popołudniowej siesty!