czwartek, 2 kwietnia 2015

Kółko, kółeczko... a w kółeczku? No dobrze - owalu :)


W tym roku powstało kilka jajek z medalionem. Do wyrysowania owali świetnie nadały się scrapbookowe koronkowe medaliony, które kiedyś dostałam za udział w Candy. Właściewie nie wiem, jak nazwać te papierowe rameczki bo jestem laikiem jeśli chodzi o scrapp :/
Tak czy siak, wykończone perełkami owale, które robione były konturówką DecoArt prezentują się całkiem przyjemnie. Myślę, że te jajka wyszły naprawdę fajnie i wrócę szerzej do tematu w przyszłym roku.

Trafiłam niedawno na cudowną czarno-białą serwetkę z kocurami, które idealnie pasowały do owali. Że niby monopol na jajko wielkanocne ma tylko kurczak i zając?! Pierwsze słyszę :P

Chciałam bardzo uzyskać ładny szlisty efekt wewnątrz medalionów albo ładne spękania... Cóż, ze spękaniami dałam sobie spokój bo jajo jest irytującą formą do pracy z moim spływającym medium Maimeri a i lekko nieprzejrzysto-żółty kolor tego po wyschnięciu mnie zniechęcił. Miałam jednak nadzieję, że wykorzystam tu takie minimedium szklące Stamperii, które kupiłam z rok temu. Ale okazało się, że rok to okres po którym średnio coś można z tym preparatem zrobić. Zgęstniał mi w tubce i wysychając na jajku dawał efekt wprost żaden :/ Ot i taka lipa. Stanęło zatem na zwykłym lakierze akrylowym.


Pan kocur w dużym owalu...


... i pani kotka w mniejszym :)


Drugie jako z serii medalionowej również utrzymane jest w tonacji czerni i bieli. Jajo było reanimowane bo wypadku z moim wcześniejszym pomysłem... Pierwsza koncepcja została zamalowana na czarno i coś trzeba było z tym fantem dalej począć... Może jednak spękacz? Jednoskładnikowy? Czemu nie. Mam takie niekochane, w kąt odtrącone medium firmy Pentart. Spękacz zatapowałam białą farbą, uzyskując drobne, całkiem sympatyczne spękania :)

Cóż, na żywo wyglądało to lepiej niż na zdjęciach, ale nie mam jak ich powtórzyć, bo jajo stoi już u swojej nowej właścicielki :)




wtorek, 31 marca 2015

W motylej tonacji


Niby wiosna a tu śnieg. Ja tu piszę, a tymczasem mój wielce ufutrzony kot zaopatrzony w dodatkową, trzecią warstwę podszytka siedzi i grzeje sobie łapki na zasilaczu od laptopa :D

W nawiązaniu do szarości, które za oknem, prezentuję Wam dziś jajeczko w takiej oto, nieco wczesnowiosennej tonacji przypruszonej śniegiem...





poniedziałek, 30 marca 2015

Różowo oraz różnanie

Tym razem słodkie różowe odcienie...


A cóż to za ramka?! o.O Do poprawki! 



I nieco z odrobiną soczystej zieleni...





niedziela, 29 marca 2015

W łagodnym kolorze blue

Tym razem będzie bardziej obrazem aniżeli słowem :)
Taka mała kontynuacja błękitu, bieli i motyli.











Miłego popołudnia!

sobota, 21 marca 2015

Jajowy powrót

Idzie wiosna, nadchodzi czas wszelkich porządków. Zanim wrócę po okresie miejskiego zimowania do siebie na wieś i zacznie się wielkie sprzątanie, sadzenie i aranżowanie przestrzeni, zacznę spokojnie od bloga. Który niestety porósł grubą warstwą kurzu...

Święta coraz bliżej, zatem czas najwyższy na odrobinę przedświątecznego klimatu :) W tym roku powstało kilkanaście jajek - część nawiązuje do tych z lat ubiegłych, a część to nowe koncepcje i wariacje na temat jaja.

Na pierwszy ogień idzie klasyczny papierowy decoupage. Z cieniowaną bordiurą oraz mgiełką z kropek wykonaną niezawodną szczoteczką do zębów ;) Bordiurę w tym roku robiłam nie nieprzewidywalnym wikolem, a konturówką (firmy DecoArt).





Oczywiście praca nad jajkami jak zwykle przyciągnęła mojego sierściucha (kot + decoupage = wieczne sprawdzanie czy jakaś część kota aby nie staje się częścią pracy i szybkie reagowanie w sytuacji, gdy coś już się poprzylepiało...).



niedziela, 23 listopada 2014

Retroważki

To straszne, gdy wrogiem nie jest czas ot tak po prostu, którego brakuje na zrobienie, hmm... wszystiego, lecz niejako pewien rodzaj czasu, jaki mamy do dyspozycji. Obecnie dostępny jest niezmiernie irytujący - przed pracą: ciemno; po pracy: ciemno... I jak tu zrobić zdjęcie?! :)
Albo znów - wystarczy moment nieuwagi i mija ta krótka chwila zwana weekendem. Wiem, marudzę, ale właśnie nie zdążyłam przez to wszystko z terminem jednego z wyzwań :(
Dlatego swą uwagę w całości skupiam na tym oto wyzwaniu retro, organizowanym przez Retro Kraft Shop.


A do udziału zgłaszam to oto maleństwo:


Maleństwo pociągnięte dębową bejcą. Z motywem serwetkowym nie wieczku. Wykończone spękaczem dwuskładnikowym, złotą porporiną i zabezpieczone lakierem jachtowym. Nie do końca odpowiada mi ten efekt "na wysoki połysk", ale nie mam jeszcze pomysłu na to, czym innym by móc zabezpieczać porporinę...


Pedełeczko dostało jeszcze mały dekor oraz proporcjonalne do swej wielkości małe nóżki zrobione ze złotych koralików.



Wnętrze pomalowałam na biało. Wieczko dostało jeszcze lekki błękit na podkładzie ze spękacza jednoskładnikowego oraz motyw serwetkowy.


Z konkurencją Wyzwania szans nie mam, ale co tam :) Grunt, że udało mi się zmobilizować do posta. Bo niestety aura pogodowo-remontowa nie napawa energią do decou. Ale wierzę w to, że jest to już ostatnia taka kiepska jesień. I następnej będzie już i porządek, i ciepełko :)

wtorek, 14 października 2014

Wyzwanie!

Do posta z tym oto pudełeczkiem zabieram się już wieki całe... Nawet sobie roboczo zapisałam jego tytuł: "Wszystko jest kwestią przypadku" (czemu? o tym nieco później...). Czasem, jak widać, co się odwlecze, to kurzem porośnie i nada się do wyzwania, jakie na DECU Style zaproponowała nam Zuza.



Miejsce bieli - tak kojarzonej z pracami w stylu Vintage - zajęły tu zieleń ultramaryna i cyjan. Przecierek zaś - postarzanie brązem oraz złotem. Wnętrze przyzdobione jest typowym decoupagem serwetkowym. I to jedno było zamierzone, ze spodziewanym skutkiem. Reszta bowiem... Zacznijmy od początku.


Miałam raz sobie herbaciarkę "na trzy", którą zabejcowałam z zamiarem powtórzenia już wcześniej wykonanej pracy. Ale coś tam nie wyszło, coś nie leżało. Skrzyneczka poszła w odstawkę na długie miesiące. Któregoś dnia, chcąc przełamać tendencję "na brąz" wymyśliłam sobie błękit, brąz oraz złoto... Wyszło fajnie, tylko co dalej? Znów w odstawkę...
Potem był plan na odlewy z użyciem soli, ale wyszły zbyt topornie... Na szczęście w ręce wpadł mi stempel...

... oraz myśl, aby wypróbować relatywnie nowo zakupiony szablon. Miałam już wcześniej zdobytą w markecie budowlanym pastę strukturalną, z którą pierwszy raz mnie baaardzo rozczarował. Niemniej postanowiłam zaryzykować...
Efekt z lekka odbiegał od mojego o nim wyobrażenia. Uciapane, nierówne, podcieknięte. Próba wyczyszczenia przestrzeni pomiędzy wzorkiem - niekończąca się opowieść. 

Poddałam się i chwyciłam za papier ścierny, by to cholerstwo usunąć (a że ostatnim razem prawie się nie trzymało powierzchni...). Oczywiście, tym razem nie chciało puścić (!) Chaotyczna ścieranie przerwałam w chwili, gdy moim oczom ukazał się całkiem fajny efekt :] Taki nadgryziony zębem czasu relief. Zapaciałam go akrylami i licząc na cud (iż uda mi się zmyć wyłażący wciąż kurz z masy) pokryłam wszystko bursztynowym Werniksem 740 Maimeri (który dawno temu sprzedano mi jako step2 do zupełnie nie pasującego stepu1 spękań dwuskładnikowych). Wyschło, a ja byłam naprawdę zadowolona z tego, co widzę!

I tak niemal dobiegła historia pudełeczka po przejściach. Otrzymało ono jeszcze dwie dziurki, w których zamocowałam stare guziki oraz wstążkę do ich motania. Nie montowałam przekładem wewnątrz, gdyż w końcowej fazie znęcania się nad tą herbaciarką, postanowiłam, że będzie ona służyć do przechowywania soli i farb do patyn. 
I już. Trochę się rozpisałam, ale w końcu to nie fotoblog :] Pozdrawiam i życzę równie zaskakujących eksperymentów!